29 marca 2013

Powoli pewne aspekty mojego życia wracają do równowagi. Po trzech miesiącach rekonwalescencji psycho-emocjonalnej u rodziców jestem gotowa na kolejny krok. Znalazłam nowe mieszkanie we Wrocławiu, więc nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć się pakować. Raz na zawsze przeszłość zostawiam za sobą, ale i od tego co się dzieje obecnie muszę się zdystansować. Zrozumiałam, że jestem typem "uzależniającym się od drugiej osoby". Dodatkowo pojawił się niedosyt emocjonalny i wciąż mi mało... wyrażania pewnych uczuć, wypowiadania słów, działania w określony sposób. Niezaspokojone potrzeby i świadomość, że niekiedy nachalnie o coś proszę - sprawiły, że spojrzałam na to z boku. Przyjrzałam się sobie i nie spodobało mi się to, co ujrzałam. Ale! każde uzależnienie można leczyć. Wystarczy, że zacznę myśleć innymi kategoriami, popracuję nad swoim egoistycznym obliczem (które kiedyś miało się całkiem dobrze) i zacisnę zęby - bo nie ma nic gorszego niż autodestrukcja. 


Wesołych Świąt!

         

22 marca 2013

Cztery wersje robocze puchną nadmiarem emocjonalnych treści, 
ale dziś mam do napisania jedno: "czuję się zniechęcona".


         


3 marca 2013

Mało postów trafia ostatnio do publikacji. Sporo wartościowego tekstu bezpiecznie leżakuje w "wersjach roboczych" i ze względu na intymny charakter tak pozostanie. Cenzura na blogu? Tak - lecz dobrowolna. Dostęp do bloga ma każdy, a nie chcę by poprzez moją wirtualną otwartość - ludzie mieli bezpardonowy dostęp do mojego prywatnego życia w realnym świecie.

Miewam lepsze i gorsze dni. Kiedy mi źle, jestem szorstka i nieudolnie udaję, że wszystko w porządku. Kilka dni dławienia się wątpliwościami, tęsknotą i frustracją, aż w końcu pękam, wyrzucając z siebie wszystkie złe emocje. Pomaga. Rozmowa też pomaga. Najgorzej gdy kręcą się wokół mnie demony bujnej wyobraźni... Ale i z nimi sobie w końcu też radzę, uświadamiając sobie, że teraz jest mój czas, nikogo innego.

Kiedy jest mi dobrze, liczy się tylko tu i teraz. Nie ma jutra, jest dzisiaj. Co najwyżej za dnia planuję noc, a w nocy tuż przed zaśnięciem myślę o budzeniu. Nagle mija tydzień, a ja zastanawiam się kiedy. Trochę tęsknoty, trochę bliskości - równowaga musi być zachowana.

Daję sobie czas do końca miesiąca na ostateczne ogarnięcie rozmemłanego życia! I jeżeli w kwietniu będę w tym samym miejscu co w tej chwili... sama ochrzczę się Największą Frajerką Na Świecie!


/jak się nudzę to szyję/

/new in/