16 stycznia 2013

Pierwszy od dawna post bez zdjęć. Bo treść jest dziś ważna.


Przyczyną problemów jest brak komunikacji. Brak komunikacji wynika ze strachu. Przez całe życie bałam się rozmawiać z bliskimi, bojąc się oceny, odrzucenia, ośmieszenia czy litości. Nigdy nie wstydziłam się ciała, lecz duszy, a rozmawianie o uczuciach czy słabościach miało tę duszę stawiać w całkowitym negliżu. Dziś uświadomiłam sobie, że blog był od początku rozpaczliwym wołaniem o pomoc. Liczne podteksty i ukryte znaki były manifestem uczuć, a poprzez świat wirtualny, pragnęłam komunikacji ze światem rzeczywistym.

Było to przyczyną wielu błędów, niektóre noszą znamię życiowych porażek. I choć wiem,  że czasu nie cofnę, obiecuję sobie, że będę się komunikować, by tych samych błędów nie popełniać, a nowe  problemy rozwiązywać razem, a nie chować ich głęboko w sobie.

Jedna osoba... (1!) szczerą chęcią i konsekwencją przełamała barierę, która dzieliła nas mimo i tak wyjątkowo bliskiej, jak dla mnie relacji, dając nie tylko nadzieję na prawdziwą przyjaźń, ale i uwalniając mnie z pancerza, którym się osłaniałam. I nie znaczy to, że będzie można ze mnie czytać, jak z otwartej księgi, ale zrozumiałam potęgę słów i wartość rozmowy. I to co dla niektórych było naturalnością, dla mnie jest wyjątkowo odkrywcze! 



AAmmenn.


  
            


19 komentarzy:

  1. też się tego uczę...powodzenia Al!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja też się tego uczę!

      Usuń
  2. To ważne, co napisałaś. Ja większość swojego dotychczasowego życia uczę się nazywać po imieniu to, co czuję.
    A później o tym mówić.
    W moim odczuciu to wymaga heroicznej odwagi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem trudno jest otworzyć się przed innym człowiekiem, bo często inni chcieliby mówić a nie słuchać albo krytykować i osądzać. Stąd ten pancerz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia Alice, trzymam kciuki ;) szczera komunikacja międzyludzka - trudny temat, który też znam... a o prawdziwego przyjaciela, który cię wysłucha i szczerze doradzi trudno...
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dominika14:48

    Czytam Twojego bloga od niemal początku... tzn. od około roku, ale i archiwalne wpisy czytałam.
    Całokształt da się podzielić na kilka etapów. Kiedyś pisałaś o wszystkim, może i była to zasłona dymna, ale pisałaś częściej, dzieliłaś się codziennością. Potem nastąpił etap spowolnienia, jak się sama wyraziłaś. Więcej zdjęć, więcej haseł, więcej o innych mniej o sobie. Co też miało urok, bo zdjęcia cykasz chyba w odpowiednich momentach, większość niby błaha a ma coś w sobie. Aż w końcu dochodzimy do mojego ulubionego okresu, piszesz rzadko, ale prawdziwie. Piszesz o sobie, jakbyś miała się rozliczyć z własnym sumieniem. To, że nie rozmawiałaś z bliskimi, to zaskoczenie niewielkie, dało się wyczuć, że jesteś sama. Strata pracy (pierwszy post), przerprowadzki, ciągła nieobecność Twojego chłopaka itd itd - życzę Tobie wszystkiego dobrego, by blog rozwijał się właśnie w tym kierunku! byś ułożyła sobie życie na nowo i obyś komunikowała się nie tylko przez świat wirtualny. Dajesz sporo inspiracji i mam nadzieję, że to nie minie!

    Au revoir mon ami!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś miałam identyczny problem , z czasem jednak nauczyłam się "mówić"

    OdpowiedzUsuń
  7. Mądre. Bardzo. Również nauczyłam się "mówić".
    Szczera prawda.
    Zapraszam w moje skromne progi:
    amberolazysk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. niezły post o naprawdę trudnej tematyce. trzymam za ciebie kciuki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy19:47

    czasem wartość tekstu przewyższa atrakcyjność zdjęć.
    szczery post.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety, najczęściej otwarcie się wymaga terapii szokowej. I to prawda, że z najbliższymi często najtrudniej rozmawiać szczerze. Z jednej strony żeby nie odsłonić swoich czułych miejsc, z drugiej żeby nie zranić rozmówcy. A jak już się milion rzeczy spieprzy, to w końcu coś pęka i wyrzucasz z siebie wszystko bo już nic nie masz do stracenia i wtedy się okazuje, że gdyby to było powiedziane dawno temu,to by połowa z tych złych rzeczy w ogóle się nie stała. Ale co z tego, że ktoś tak Ci powie. Ba, co z tego, jak nawet raz to przeżyjesz na własnej skórze. No trudne jest to wszystko, myślę, że wiele osób czytając Twoje słowa coś tam sobie z własnego życia przypomina. Przekuj to na dobro dla siebie. Hugs!

    OdpowiedzUsuń
  11. check out this giveaway sweetie*
    http://style-limelight.blogspot.gr/2013/01/sismade-giveaway-16th-january-30th.html

    OdpowiedzUsuń
  12. więcej rozmów w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy19:55

    jakbym czytała o samej sobie, tylko że w moim przypadku ja jeszcze nie znalazłam ani jednej takiej osoby, przed którą mogłabym się otworzyć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja się otwieram, zawsze mówię to co na wątrobie mi leży, a i tak do nikogo to nie dociera.... Wiele zależy od słuchającego, a nie od nadawcy



    www.confassion.pl - mój butik internetowy z ciuchami dla Blogerek i nie tylko :)

    OdpowiedzUsuń