27 lutego 2012

weekend - mix





20 lutego 2012

Jestem z wizytą u siostry, co obfituje w iście urlopową atmosferę. Dłużej śpię, jem trzy posiłki dziennie (omg!), bawię się z siostrzeńcem, a wieczorem relaks winkiem przy kominku. Jest szansa, że jeszcze w tym tygodniu wyskoczymy na narty. Czuję w kościach, że wiosna zbliża się wielkimi krokami, więc trzeba wykorzystać sezon póki się da! Chwilo trwaj wiecznie!
.
Dziś w roli głównej kalosze, na aktualne warunki pogodowe (odwilż) sprawdzą się w "stu %ach". Długi czas byłam ich zagorzałą przeciwniczką, uparcie twierdząc, że to atrybut farmerów i łajnogrzebaczy, ale ostatecznie chyba się  przekonałam, na co miał wpływ fakt, że są prezentem od siostry... Co do prezentów - sprzedałam duszę Generatorowi Liczb i oto jest zegarek od Charlottka ;)
kalosze Fouganza / zegarek house - giveaway This is Charlottka




14 lutego 2012

Mój walentynkowy ekshibicjonizm, daleki od czerwonych serduszek, słodziutkich maskotek, różowiutkich "I love you" i całego tego love-shitu, który trafił nas rykoszetem z USA. Kilka słów do M. 

"Dziękuję Ci za każdy dzień, za każdy - nawet ten, o którym wygodniej byłoby zapomnieć. Dziękuję za słowa, dotyk, spojrzenia i łzy. Dziękuję za najlepszą przyjaźń, za Twoją cierpliwość i wytrwałość. Jesteś zawsze miłym wspomnieniem, niecierpliwym oczekiwaniem i gorącą namiętnością. Zawsze tu i teraz, nawet jeśli fizycznie daleko. Nic nie dzieje się bez przyczyny, również to, że wtedy przekroczyłeś próg Piłsudskiego. Oby już na zawsze dane nam było przekraczać kolejne życiowe progi - razem. KCM".







Ogłoszenie parafialne:
Zainteresowanych fotoamatorką mojego autorstwa odsyłam do nowo powstałej zakładki "ZDJĘCIA". Co jakiś czas będą się tam pojawiać niepublikowane w postach zdjęcia z cyklu różne / wyrwane z kontekstu / niepasujące do konkretnego posta, a pragnące się wyrwać czeluści twardego dysku... 
... zapraszam.


12 lutego 2012

Niestraszna mi zima... pod warunkiem, że jestem na stoku. W Zieleńcu - 18 mrozu, słońce w pełni, zero zachmurzenia, miłe towarzystwo i ... koniak (ale tylko na rozgrzanie, bezpieczeństwo najważniejsze!). Mięśnie bolą, ale już chcę harder, better, faster, stronger!


Post miałam wrzucić już ok. 13.00, ale nie doczekał się publikacji, bo niedziela okazała się dla mnie nadzwyczaj bezproduktywna. Po głowie chodzą mi same wulgarne określenia pasujące do dzisiejszej absolutnej straty czasu na robieniu niczego. Efektem ostatnich siedmiu godzin jest właściwie tylko dopita butelka białego wytrawnego.









8 lutego 2012

weekend - mix