31 stycznia 2012


Post miał być całkiem w innym klimacie (przyziemne wzmianki o syberyjskim mrozie, moim odciskowym  bąblu na pięcie, weekendowych planach itp.) ale całkiem przypadkiem trafiłam w sieci na boską Dolores i czas cofnął się  dla mnie o jakieś 12 lat.
Akurat w tej chwili (fizycznie) jestem dokładnie w tym samym miejscu - w  moim pokoju w domu rodziców. Tylko ciało już nie dziewczyny, a kobiety, a w głowie marzenia i wzniosłe ideały przygniecione zostały przez brutalną rzeczywistość... Autentycznie teraz przenoszę się w czasie...

... god bless youtube !










biżu DIY


29 stycznia 2012

Wczoraj stałam się bogatsza o nowego laptopa. W zasadzie pierwszego własnego. Rodzice bez żadnej okazji obdarowali mnie nowym cackiem, którego ochrzciłam łzami szczęścia i pięćdziesiątką wódki do wspólnego śniadania.
Dziś zaczęłam trenować nordic walking. Czterdzieści minut marszu w mrozie minus pięć,  lekki zakwas w udach i pulchny odcisk na pięcie mnie nie zniechęcą! Trzeba wzmocnić kondycję na zbliżający się wypad na narty (a jednak!). 
Z ACTA zamieszanie straszne... publikować czy nie publikować? Udostępniać czy nie ? Czy jestem już przestępcą, a może ujdzie mi to na sucho? Czyli pasek youtube na naszych blogach... Kto czytał ustawę i ma jakieś mądre podpowiedzi proszę o komentarz.

Protect and survive? Póki co nacieszmy uszy.




17 stycznia 2012

Jest śnieg! I oby jeszcze tej nocy się roztopił, bo oficjalnie zimę bojkotuję. Fakt, że z różnych przyczyn w tym roku nie mogę wskoczyć w sprzęt narciarski i śmignąć po stoku sprawił, że wirujące z nieba płatki śniegu, uroczy bałwanek ulepiony przez dzieci z sąsiedztwa, a nawet transmisja pełnego emocji biegu Kowalczyk - doprowadza mnie do zgrzytu zębami ze złości! I nic tego nie zmieni! Oczami wyobraźni widzę słońce, roznegliżowane opalone ciała, czuję słonawy smak skóry - wiem, że to pragnienie lata to taki punkt odniesienia, bo czuję, że właśnie za około pół roku moje życie będzie inne, spokojne i poukładane. A więc "do lata, do lata, do lata piechotą będę szła"... lalala.





15 stycznia 2012

Piątek godzina 10.00. Przed hangarem tablica "secondhand - wszystko po 1 zł". Nie korzystając z takiej okazji - smażyłabym się teraz w piekle. W środku kontrolowany chaos, wrogie spojrzenia, (jeszcze) kulturalna przepychanka - każdy chciał ukryć przed pozostałymi z jaką szaloną desperacją przebiera w wieszakach. Już jako dzieciak grzebałam w koszach z używaną odzieżą z zachodu, wtedy była to jedyna sposobność, by posiadać dres Disneya z myszką Mickey, czy potem parę jeansów Lee.
Dziś robię to - bo lubię i trochę z wyrachowania, bo dlaczego miałabym przepłacać? Uwielbiam to uczucie (skurcz w żołądku, podwyższone ciśnienie w skroniach i przyśpieszone bicie serca), gdy moim oczom ukazuje się "Perełka". Prawie nówka, nieskażona lumpem rzecz, której daremnie szukać w sklepach. Perełka, która przykuwa uwagę, jest niebanalna, w obrębie 1000 km mam ją tylko ja i kosztowała mnie 1 zł. Duma i rozkosz.

Pełnowartościowej "Perełki" tym razem nie znalazłam, ale uczucie satysfakcji jest.


(blouse h&m / shirt cyroline / jeans vero moda / gray skirt no name)


14 stycznia 2012


"Król życia"
"Pasztet z zająca"
technika kombinowana

12 stycznia 2012

.
Nowy Rok zobowiązuje, a ja nagle oprzytomniałam, że postanowień żadnych nie mam. Ale może to i dobrze, bo co ma być to będzie. Może tylko jedno: "mniej paplaniny, a więcej przemyślanych, prawdziwych słów". Za to bez względu na noworoczne okoliczności nawet drobne zmiany zawsze dodają pewności siebie i poczucia, że wraz z nimi, zmienia się całe życie. Tak więc i blog przeszedł refresh, by dumnie wejść w nowy rozdział. Dojrzalej, bardziej konsekwentnie, prosto i na temat. Bez kolorowania, sztuczności i pozerki, której ostatnio było pełno, a od której odbija mi się już siarkowodorem. Odpalam spóźnione fajerwerki ... z odpowiednim dystansem, by się nie poparzyć  !
.




7 stycznia 2012

Przerwa miała trwać dłużej, ale instynkt podpowiada mi, że nie ma na co czekać. Tłumaczyć się z nieobecności nie będę, gdyż wolę przeszłość zostawić za sobą. Było tragicznie, źle, żałośnie, podle i w ogóle rynsztokowe dno... ale każdy kto dna sięga ma szansę się od niego odbić. Jeśli jeszcze ktoś tu jest (a statystyki mówią mi, że tak - za co wielkie dzięki) to przygotujcie się na wielki powrót Alice! wake up! Z pląsem, w podskokach i z oświeceniem w głowie postaram się nadrobić stracony czas i z przytupem wejść w nowy rozdział w mym życiu. Gdyby ktoś się nie zorientował owinęłam się świecidełkami... psychodelika nastrojowa. 

Tak więc cierpliwych witam po przerwie !