27 października 2011

Uliczny bezwład, szpital i kroplówka ! O ile pamiętam to stałam na przystanku. Potem znalazłam się na ostrym dyżurze... Oczywiście, jak to przystało na szpital publiczny, panowała tam atmosfera "przepraszam, że zemdlałam" i zanim ktokolwiek zainteresował się moim stanem, min. 25. razy pytano "czy jest Pani ubezpieczona ???" ("bo jakbym nie była, to choćby z raną kutą klatki piersiowej - to by mnie nie przyjęli!"). Morfologia, EKG, ciśnienie i biochemia. Na wzmocnienie dostałam kroplówkę 500 jedn. soli i skierowanie na badania kardiologiczne, bo mam tendencję do kołatania i nierównej racy serca. Omdlenie było wynikiem osłabienia organizmu ("przeziębienie"), niskiego poziomu cukru i ciśnienia. 
Także "zgon na chodniku" mam już zaliczony. Nikomu tego nie życzę. Nieświadomość i brak władzy nad własnym ciałem dosadnie przypomina o kruchości ludzkiego życia. Jesteś, a za chwilę może Cię nie być. Ot taka refleksja pozostała mi po dniu wczorajszym...




25 października 2011

Totalny wypoczynek - takiego weekendu potrzebowaliśmy. Czułam dosłownie "tu i teraz", delektowałam się beztroską i wyparłam z głowy wszystkie przytłaczające myśli mijającego tygodnia. Niestety w przyrodzie musi być równowaga, stąd wszystko co dobre zostało w poniedziałek wyparte przez przeziębienie. Pozycja leżąca, farmakologia i ogólny stan organizmu - mierny. Gdybym miała sześć lat, zażądałabym wycięcia migdałków!
Ale stosuję pionierską metodę ozdrowienia - foto-in-head-lacja. Przeglądam zdjęcia z weekendu i jest mi znacznie lepiej.






20 października 2011

... nie wiem, jak to się stało - ale mój ostatni post znikł ("lub zniknął, jak kto woli"). Wyślizgnął się z wirtualnej sieci niczym karp wigilijny! Ehh...
Ale nawet to nie zepsuje mi dobrego humoru. Dziś spotykamy się ze znajomymi, którzy od jakiegoś czasu snują się po zagranicznych lądach. Los chciał, że akurat dziś wszystkim pasuje, by usiąść przy wspólnym barowym stole i nadrobić kilka ostatnich miesięcy niewidzenia.
Także weekend zapowiada się emocjonująco! Jedziemy z M. do Polanicy - Zdrój na uroczystość rodzinną, co przy pogodnej jesiennej aurze wiąże się ze spacerami po górach i wyprawie na grzyby!

Poza tym Tekstualna nawiedza Wrocław - i nie możemy sobie odmówić spotkania w realu :) Zdjęcia + filmik gwarantowane !





17 października 2011

Parapetówka się udała! Ale wróciło do mnie stare przyzwyczajenie, że zdecydowanie wolę gościć się u innych :) Jestem trochę typem Perfekcyjnej Pani Domu. Biegam między kuchnią a salonem ze ściereczką i niemal wycieram gościom kropelki wina z brody. Poza tym nie ma to jak wyjść kiedy się chce, a nie czekać z zamknięciem do ostatniego gościa. 

Czyli tradycyjnie moje mieszkanie to będzie mój azyl, a nie etatowy gościniec dla znajomych.












14 października 2011

Jakoś wszystko zaczyna mieć ręce i nogi. Małymi kroczkami mieszkanie nabiera charakteru. Czeka nas jeszcze sporo "drobnicy wykończeniowej", ale niestety musimy z tym poczekać na przypływ gotówki. 
Jutro przyjmujemy pierwszych gości. Parapetówka o smaku Tequili Blanco w gronie najbliższych znajomych. Do łazienki / toalety nie ma jeszcze drzwi... stąd obowiązuje zasada pogłaśniania muzyki w trakcie "załatwiania spraw sanitarnych". 
Koty już dawno zaaklimatyzowały się w nowym miejscu, po takiej tułaczce jaką im zaserwowaliśmy w ostatnim czasie do wszystkiego podchodzą na luzie ;) Tylko racje żywieniowe musieliśmy im zmniejszać, bo P. sporo przytyła, a jej młodszy brat nie przyswoił podstawowych zasad gospodarowania pożywieniem ("ile by nie miał w misce - zje wszystko, nic nie zostawia na później!").



edit: musiałam to dopisać: właśnie poszło lustro 100 x 60 w łazience :(((


8 października 2011

Dzień rozpoczął się wielką awanturą z powodu jesiennej kurtki M. Całe poddenerwowanie i frustrację wyrzucił z siebie, jak z kałasznikowa prosto we mnie. Ciężka amunicja !

M.: „Gdzie jest moja kurtka?”
Ja: „Nie zmieściła się („jak większość jesienno-zimowych okryć wierzchnich”) do torby! Jest na przechowaniu u K.”
M.: „&*$%@!” 
Ja: ^*#@! Mam tego dość! $^^&!?

Trzasnęłam drzwiami i wyszłam z domu.

Przepraszam bardzo, ale pakując się w czerwcu nie myślałam o kurtkach zimowych! Po miesiącu remontu mieliśmy się przeprowadzać, to nie moja wina, że remont przedłużył się do 4 miesięcy! 

Mam przez to wszystko słabe nerwy. Buzują we mnie negatywne emocje, a wszystko przez ten niekończący się remont. Nawet jak posprzątam, to w niecałą godzinę jest brudno. Wszystko jest białe od pyłu i kurzu... Wracam z pracy i nie mogę swobodnie odpocząć w spokoju, bo wciąż jest u nas „wykończeniowiec”! Szybko się denerwuję i często kończy się to płaczem z bezsilności, czego M. nie potrafi zrozumieć.

Przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu remontu skontaktujcie się z lekarzem lub farmaceutą !


Tak wyglądam rano przy kawie - i wcale się tego nie wstydzę :)


4 października 2011

Ależ się stęskniłam! 

Kilka dni milczenia mojego blogowego alter ego był spowodowany OFICJALNĄ PRZEPROWADZKĄ ! Od wczoraj jesteśmy stuprocentowymi tubylcami dzielnicy "Południe" . Mimo karbowanych dłoni, poharatanych paznokci i krzywicy pleców nie byłam w stanie pozbyć się pyłu, kurzu i zapachu betonu. Brakuje jeszcze kilku detali (drzwi wewnętrznych, szyby prysznicowej, blatu w kuchni i ... podłogi w sypialni!) Na pełną relację wnętrz jeszcze poczekacie... chcę się pochwalić końcowym efektem !
Jestem bohaterką we własnym domu! Skręciłam narożnik, szafki kuchenne, pomalowałam grzejniki, pomagałam malować ściany ;) Pędzle, wkrętarki, śruby i młotki to moi nowi przyjaciele. Zdecydowanie jestem typem kobiety pracującej, nie przyglądam się z boku - działam! 
W wolnej chwili w sieci wynajduję tańsze odpowiedniki "designerkich rzeczy", tzw. moich wnętrzarskich "must have". Najbardziej nie mogę się doczekać lampy wiszącej do salonu projektu mojego brata H. (www). Ojj będzie pięknie !

Kilka starych fotek z początków akcji generalno - remontowej.





Zapewniam Was, że teraz wygląda to całkiem inaczej ;)