29 września 2011

Kilka dni choroby i kolejna lekcja życia. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem / napiszę, ale seriale edukują. W tej chwili mam na myśli jeden konkretny... dużo wolnego czasu i mam za sobą cztery sezony, odgrzewanych przygód czwórki przyjaciółek z Manhattanu ("Sex and the City").
To jak terapia wstrząsowa! Cała życiowa ("kobieca") prawda w pigułce, no może kilku. Chętnie zażyłabym całe opakowanie ;) 
Jestem śmiertelnie zmęczona ostatnim półroczem. Tyle się wydarzyło... ale teraz dopiero chyba dostrzegłam, że wywróciło to moje życie do góry nogami. Aż w głowie się kręci. Terapeuta ("gdybym go miała") zdaje się, nazwałby to "punktem zwrotnym"... tak więc, wzięłam zimny prysznic, pomalowałam paznokcie i zapominam o tym co było. Jestem specjalistką "rzucania słów na wiatr" - ale nie tym razem. Nie chcę słyszeć, że się "nie" da, nie chcę widzieć, że coś "nie" tak, nie mam zamiaru mówić "nie". Nowe życie bez "nie".



27 września 2011

Akcja ECO BAG - Wyniki rozdania !

Dziś piszę do Was z czeluści choróbska, jakie mnie pochłonęło w całości. Głowa wielka i ciężka jak balon wypełniony wodą, który ledwo trzyma się na zdrętwiałej szyi, obolałych plecach i ramionach. Osłabiający napór na oczy i skronie powoduje zawroty głowy, więc od dwóch dni patrzę na świat z perspektywy łóżka. Nos to kran, z którego leci i leci i leci i nic nie pomaga. Gardło zapchane dwiema kolczastymi gruchami, tak że boli przy jedzeniu, piciu, przełykaniu śliny i oddychaniu ! Gorączka to słabe określenie - ja płonę od środka ! Daję sobie jeszcze jeden dzień, jeśli z tego nie wyjdę wykopię dół, położę się w nim i się pogrzebię ! Ale dość o mojej zarazie.

Akcja ECO BAG dobiegła końca. Generator liczbowy wylosował zwycięzcę, do którego już wysłałam e-maila z prośbą o kontakt i wybór torby.


Chwila przy komputerze i już głowa boli, więc wracam do smarkania, kasłania i babcinej mikstury: mleko + miód + czosnek...



23 września 2011

Plan na weekend:  


SOBOTA malowanie ścian, układanie paneli w sypialni, malowanie grzejników ("to JA")

NIEDZIELA zakup mebli do kuchni i ich montaż, drugie malowanie ścian, pierwsze sprzątanie po remoncie

Oczywiście czeka mnie później jeszcze kilka kolejnych. Ale wyposażona w żółte rękawiczki z przyjemnością pozbędę się pozostałości gruzu, białego pyłu i kurzu i wszystkiego, co związane z remontem, który trwał wieki ! Właściwie trudno mi uwierzyć, że to już koniec. 

I zacznie się przyjmowanie gości. Parapetówki dla rodziny, przyjaciół, znajomych. Kolacje pichcone w nowej kuchni, w nowym piekarniku, podawane w nowym salonie, przy nowym stole, w nowej zastawie, a naczynia myte w nowej zmywarce i ... i wszystko będzie takie NOWE ! 

Cieszę się jak dziecko, bo o własnym mieszkaniu marzyliśmy już od dawna, włożyliśmy w to przedsięwzięcie ("nie licząc pieniędzy") sporo czasu, pracy, emocji i nerwów... a teraz wreszcie będziemy u siebie, po swojemu i na swoim ;) Dziwne uczucie.

Póki co - obiad u mojego brata H. - mistrza patelni ;)


♫♪  mikkim / mc tribuman /mc krike - la nouvelle garde


Przypominam, że do końca akcji ECO BAG pozostały 3 dni !


19 września 2011

... prześladuje mnie już od dłuższego czasu. A to komórka, a to laptop... Tym razem jedno i drugie. Komórka traci zasięg, sama się wyłącza ("może na podsłuchu?"), w laptopie enteruję, a tu się deleteuje ! Poniedziałkowe przekleństwo ?!
Od jutra zaczynam szkolenie dla hrowców. Kilka godzin wykładów, darmowy poczęstunek i kolejny nic nie znaczący papierek typu "uczestniczyłam w szkoleniu - jestem mądrzejsza - zarabiam wciąż mało". 

Przełomowy weekend, okazał się mniej przełomowy niż tego oczekiwaliśmy. Wszystkiemu winni "dostawcy". Nie ma materiałów - nie ma pracy, nie ma pracy - remont stoi w miejscu. Ale jeszcze dzień, jeszcze dwa i będzie po wszystkim. 

U brata H. koty zaprzyjaźniają się z chomikiem (wybaczcie jakość - zdjęcia komórką) 


osaczenie :)



Przypominam o powolutku kończącej się akcji ECO BAG !


15 września 2011

W pracy kolejny dzień awarii systemu i Internetu, przez co jutro nie będzie mogła się odbyć video konferencja "łubu-dubu-łubu-dubu-niech-nam-żyje-prezes-naszego-klubu" z centralą w Warszawie, więc mamy wolne! Ale... mamy być pod telefonami, w każdej chwili gotowi do działania!
Jestem przepełniona szczęściem. Jutro będą już położone podłogi, czyli nasze m2 nabierze specyfiki mieszkania. Zamierzam czynnie uczestniczyć w końcowym etapie remontu - malując grzejniki ("tak! zdecydowaliśmy się na stare żeliwne kaloryfery, by nadać wnętrzu charakter... a może po prostu nie starczyło na nowe? teraz to już nieważne"). 

Z innej beczki... kilka fotek z mostu Tumskiego, gdzie zakochani zatrzaskują swoje kłódki wyrzucając kluczyki do Odry, co ma im zapewnić miłość do grobowej deski. My z M. nie mamy tam naszej kłódki - może dlatego, że to zbyt romantyczne, a może już zbyt powszechne? Ślubu też nie mamy, ale "cywila to może sobie trzaśniemy"... za jakiś czas ;)









EDIT: co do tych kłódek - uważam, że to piękna tradycja... fakt, że ludzie wciąż zapinają tam kłódki świadczy (prócz o ich miłości) o łatwości tworzenia miejsc niezwykłych i charakterystycznych dla Wrocławia ;) właśnie za to kocham to miasto !




13 września 2011


Moje jestestwo to wesołe miasteczko... co dzień młyny, coastery, karuzele z łabędziami, kucykami i łańcuchowe. Są młyny, tunele strachu i twistery, wirujące samochodziki, cyrkowi klauni i tuzin waty cukrowej.
Sporo się dzieje, nie do opisania w jednym poście. Nawalił dostawca paneli i wciąż w mieszkaniu nie ma podłóg! Za to mamy już nowe drzwi, prawie skończoną łazienkę, za moment będzie kolor na ścianach ("szary wszędzie i zieleń w sypialni") i kafle a la zacierany beton w kuchni. Zlewy, baterie, umywalki, meble i oświetlenie czeka zainstalowanie ! To już tuż - tuż. A póki co... ale to już temat na oddzielnego posta...

Trzymam się mocno łańcuchów, ale bucik zsunął mi się z nóżki i spada w dół, oby komuś nie na głowę ;)


♫♪ paul kalkbrenner - berlin calling soundtrack




11 września 2011

Jak Bonnie i Clyde, jak Tango i Cash, jak Trinny i Susannah. Ojj trudno mi było znaleźć czas na bloga w tym tygodniu. Po powrocie M. wzięłam kilka dni urlopu - chcieliśmy wykorzystać każdą chwilę, by nadrobić kilka ostatnich tygodni. Spacery, rowery, grille, piwko, spotkania ze znajomymi, fajerwerki, obiady na mieście, lody z automatu, długie dni i krótkie noce...
Szczęśliwi czasu nie liczą, ale niestety lenistwo nie może trwać wiecznie, jutro do pracy :(







Przypominam o wciąż trwającej akcji ECO BAG

Już jutro nowy post, a w nim "zmiany, zmiany, wciąż zmiany" ;)


7 września 2011

W końcu razem! To jak pierwsza randka, z tą przewagą, że znamy się jak łyse konie i nie ma obawy przed niezręczną ciszą. Jak pierwszy pocałunek, z tym, że wiemy, w którą stronę kto odchyla głowę by nie nastąpiło zderzenie nosami ;) Rozłąki w związku? Jestem na TAK ("o ile nie za często i nie na długo"). Jeśli to prawdziwa miłość to największe odległości stają się centymetrami, a tygodnie wyczekiwania minutami w stosunku do tego - co przed nami. A teraz rozsmakowuję się w rarytasach francuskiej kuchni ("sery i wina").


Przypominam o wciąż trwającej akcji ECO BAG.


5 września 2011

M. będzie w domu za jakieś 10 godzin !!! Mam motyle w brzuchu :) W związku z tym mała refleksja: mam nadzieję, że będę umiała ("a bardzo tego pragnę") pogodzić powrót M. z nowymi przyzwyczajeniami. Może wyda Wam się do dziwne, ale do tej pory cały swój wolny czas poświęcaliśmy sobie ("przez co tylko i wyłącznie z własnej winy zaniedbałam niektóre przyjaźnie"). Teraz postaram się zawsze znaleźć czas również dla bliskich, z którymi wcześniej tak rzadko się widywałam. Nie chciałabym tracić takich chwil, jak choćby ta z niedzieli... 

Kiedy: Niedziela, ok. godz. 23.30. 
Gdzie: Przedwojenna II na Świętego Mikołaja
Cel: tatar, śledzik, piwko i Kościół Garnizonowy św. Elżbiety







Swoją drogą szczerze polecam to miejsce... źródło:youtube