2 lipca 2011

Wszystko wskazuje na to, że M. wyjedzie do Francji na 6 tygodni. Dosłał propozycję pracy, z której warto skorzystać.
Mam mieszane uczucia... tym bardziej, że to burzliwy dla mnie okres ("poszukuję pracy i to w obliczu rychłej przeprowadzki"). Mówi się, że taka rozłąka dobrze robi na związek?
Co ciekawe nie mam już tej samej pewności, co trzy lata temu ("wtedy M. wyjeżdżał do Hiszpanii na 7 miesięcy"). Cieszyłam się, że będę miała w końcu czas dla siebie, że nadrobię czas z koleżankami, wróci swoboda, niezależność... Naiwna! Przez dwa tygodnie szalała we mnie dzika energia, potem dopadła mnie tęsknota i nuda.

Tym razem postaram się lepiej spożytkować "czas rozstania"... A nasze uczucia? Wtedy to przetrwaliśmy i teraz przetrwamy!





1 komentarz:

  1. Witaj!
    Hej fajnie Was poczytac :) M wyjezdza do Francji?Moj tez byl i wrocil zakochany w Lazurowym Wybrzezu,teraz mam urwanie glowy bo ciagnie go tam no i namowil mnie na spedzenie wakacji tam:) I niedlugo jedziemy:) I czego i Wam zyczymy:) Pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń