12 lipca 2011

Kilka dni, a tyle się wydarzyło. 

Przede wszystkim podjęliśmy decyzję, że przygarniemy P. ("P. czyli Piorun"). 8. tygodniowy kocur, aktualnie sierota "porzucona" przez byłych właścicieli ("nie jestem animals-fanatykiem, ale drażni mnie nieodpowiedzialność ludzi, którzy fundują sobie szczeniaki czy kocięta, a potem ich nie chcą / nie potrafią się zająć / nie umieją poradzić sobie z obowiązkami. Zwierzę to zwierzę, ale jest czymś więcej niż zabawką dla dzieci, czy ozdobą salonu"). Jutro nastąpi "powiększenie stada" i mam ogromną nadzieję, że P. ("P. czyli Psota") zaakceptuje młodszego braciszka.

W czwartek przeprowadzamy się na nowe mieszkanie, ale nie całkiem. Powiedzmy w proporcji 3/4. Meble, zapakowane pudła i większy sprzęt domowy przenosimy, a reszta zostaje. Zdecydowałam się zostać na wynajmowanym mieszkaniu do końca miesiąca... może w tym czasie ekipie remontowej uda się położyć panele i zrobić łazienkę i wtedy na spokojnie przeniosę się na nowe m2 ;-)

M. wyjeżdża w piątek do Paryża. Nie będzie go do końca sierpnia. To niedługo, ale będę bardzo tęsknić. Mam nadzieję, że ta rozłąka przyniesie same korzyści. Będę miała czas poukładać swoje sprawy, dokończyć to na co nigdy nie miałam czasu, spędzić trochę czasu z samą sobą... Martwi mnie tylko, że zostanę bez komputera - czyżby na blogu miała zapaść kilkutygodniowa cisza? Hmmm...

Oto P. ("czyli Psota")
"sobotni melanż" i "P. ubiera się w ZARA"





4 komentarze:

  1. i co wzięłaś?

    OdpowiedzUsuń
  2. z tym, że Piorun nazywa się teraz Bandzior :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Psot jest identyczny jak mój Tom :D!! :*

    OdpowiedzUsuń